I tak już od roku jest mi dane być najszczęśliwszą praktykantką pod słońcem- kostarykańskim słońcem. Kostaryka, malutki kraj tropikalny w sercu Ameryki Środkowej, powitał mnie z otwartymi ramionami i… falą upałów!:)

Moja rola polega na: po pierwsze- uczeniu języka angielskiego w GlaxoSmithKline, wielkiej międzynarodowej firmie farmaceutycznej; po drugie- przeżyciu najwspanialszej przygody w moim życiu!

Co ten ostatni rok, spędzony w Kostaryce, zmienił w moim życiu? Wszystko! A oto krótka lista tylko niektórych wspaniałych rzeczy, których nigdy bym nie doświadczyła, gdybym nie wyjechała na praktykę do Kostaryki:

Opalałam się na najpiękniejszych plażach na Ziemi, oddalonych I wolnych od turystów, pokrytych śnieżnobiałym, lub wręcz przeciwnie, całkiem czarnym piaskiem oraz ogromnymi falami Oceanu Spokojnego lub Morza Karaibskiego. Istny raj dla amatorów surfingu!

Podróżowałam! Zwiedziłam sąsiednie Panamę I Nikaraguę, by posmakować całej różnorodności Ameryki Środkowej! Spędzałam czas słuchając reggae wśród wysepek Paszczy Byka i obserwowałam statki przepływające Kanałem Panamskim.

Miałam okazje ujrzeć wulkan o najszerszym kraterze w Ameryce Łacińskiej oraz doświadczyć kilku trzęsień ziemi (niesamowite wrażenie!)

Po pokonaniu początkowych barier językowych (oraz skrupulatnym uczęszczaniu do szkoły językowej), nauczyłam się hiszpańskiego!

W końcu dałam upust swej tanecznej pasji I nauczyłam się kilku nowych rytmów, takich jak: salsa, bolero, merengue, cumbia i niegrzeczny regueton. Zero muzyki techno w dyskotekach! Żyć, nie umierać!:)

Na własne oczy mogłam zobaczyć (i posmakować!) jak się produkuje i parzy najpyszniejszą kawę na świecie! Mniam…

W ciągu jednego roku skonsumowałam więcej ryżu I fasoli niż kiedykolwiek w życiu było mi dane przez prawie 25 lat w Polsce!

Jeździłam na koniu, przeskoczyłam z jaskini do jeziora poprzez wodospad, zjeżdżałam na linach wśród drzew lasu deszczowego, huśtałam się na lianie niczym Tarzan (choć piszczałam raczej jak Jane:-/), a na koniec skoczyłam z 80-metrowgo mostu, przypięta za kostki liną bungee!

Zrobiłam mnóstwo rzeczy, o których nigdy bym wcześniej nawet nie zamarzyła, rozwinęłam się profesjonalnie I personalnie. Zrozumiałam jak to jest kierować się w życiu kostarykańskim mottem PURA VIDA („chwytaj dzień”) i żyć powoli, bezstresowo i… szczęśliwie! Jednym słowem- wykorzystałam możliwośc, jaką dał mi AIESEC w 100%!

Z głębi serca życzę Ci tego samego! Jedź na praktykę, przeżyj swoją własną przygodę, a jeśli chcesz spędzić trochę czasu w raju, wpadnij na Kostarykę!:)