Kiedy pierwszy raz usłyszałam o AIESEC i możliwościach, jakie ta organizacja oferuje, pomyślałam „nie ma takiej opcji, żeby pojechać ot tak do Afryki”.. Odpowiedziała Ukraina. I właśnie takim sposobem wylądowałam pod koniec czerwca tego roku w Tarnopolu.

Przyjechałam jako pierwsza praktykantka, wiec od samego początku musiałam siedzieć jak na tureckim kazaniu, podczas gdy wokół mnie odbywały sie debaty po ukraińsku. Czasami mówiłam Andrijowi, z którym mieszkałam, żeby nie mówił do mnie po ukraińsku. Z czasem zaczęłam rozumieć coraz więcej i pewnego dnia podczas naszego porannego rytuału picia kawy i pochłaniania polskich krówek, jedna z nich wypadła z paczki. Wówczas Andrij podniósł ją, wrzucił do paczki i powiedział po ukraińsku „Do stada”. Wtedy to właśnie nastąpiło zwolnienie blokady językowej i rozpoczęło się tarzanie ze śmiechu po podłodze przez następne 15 minut.

Musze przyznać, ze z niecierpliwością czekałam na kolejna praktykantkę. Była nią Natasza z Rosji. Na początku naszej znajomości był oczywiście dystans, ale później zostałyśmy najlepszymi kumpelami i zima Natasza odwiedzi Polskę.

Jako praktykanci prowadzimy zajęcia kulturowe z dziećmi, aczkolwiek to praktyka w całej okazałości (zarówno nasze zajęcia, jak i samo życie tam) polega na poznawaniu nowych kultur. I to właśnie dzieje sie dzięki ludziom. Dzięki osobom, z którymi mieszkam, jestem zmuszona przez 24 godziny na dobę komunikować się w obcym języku, rozwiązywać problemy i ustalać kompromisy. Jest to naprawdę niesamowite doświadczenie. Dopiero tutaj zrozumiałam, co to znaczy tolerancja kulturowa. Nigdy wcześniej nie spotkałam muzułmanina, a tutaj mieszkam z dwoma pod jednym dachem. Są ludzie z Tajwanu, Polski, Rosji, Indonezji, Azerbejdżanu, Brazylii, Rumunii, Turcji, Macedonii, Pakistanu i Chin. Każdy inny, wyjątkowy, całkowicie zakręcony albo spokojny do przesady. Mogę w 100% zagwarantować, ze przeżywam coś niesamowitego, coś, co zapamiętam do końca mojego życia.

Dzisiaj, kiedy to pisze, rozpoczyna się mój 7 tydzień praktyki. Przewidziany czas operacyjny wynosi 9 tygodni. Z chęcią bym go wydłużyła. Ludzie naprawdę niczym się od siebie nie różnią i każdy z nas ma uczucia, marzenia i oczekiwania wobec życia. I ze mimo wszystkich dzielących nas różnic, potrafimy się dogadać i stworzyć jedna wielka RODZINE. To nie jest ani puste ani przesadzone słowo. Każdy na praktyce troszczy się o druga osobę. Jeśli ktoś jest chory, druga osoba biegnie z lekarstwami. Jeśli ktoś ma dola, od razu wokół niego jest horda ludzi starających się go pocieszyć. Jeśli ktoś wyjeżdża, wszyscy idą odprowadzić go na stacje i smarkają w chusteczki aż do upadłego. Są dobre i złe chwile. Czasami te złe chwile są nie do zniesienia. Ale właśnie po to jest ta praktyka – żeby uświadomić sobie swoje mocne strony i walczyć ze słabymi.

Na koniec chciałabym napisać jeszcze jedna rzecz – jeśli dalej wahacie się, żeby gdziekolwiek wyjechać, to w końcu ruszcie się sprzed komputera, książek, czy czegokolwiek innego i zróbcie ten pierwszy krok. Naprawdę – nie warto pluć sobie przez cale życie w twarz, ze zmarnowało się taka szanse.